Twoje konto

Zakochany złodziej

Wysyłamy w 48h koszty przesyłki od 13,00 zł

Cena: 18,42 zł z VAT 26,00 zł

Drugi tom opowiadań przedwojennych najbardziej warszawskiego z warszawskich pisarzy Stefana Wiecheckiego WIECHA.
Wolę książkę, która ma niepoważne zamierzenia i poważne osiągnięcia, od dzieł, które mają poważne zamierzenia i niepoważne osiągnięcia. pisał Antoni Słonimski o twórczości Wiecha. Wychwalali go i Choromański i Maria Dąbrowska. A czytelnicy uwielbiali stworzoną przez niego warszawską gwarę. W tym tomie zebraliśmy opowiadania z trzech ostatnich książek jakie Stefan Wiechecki wydał przed wojną czyli w Syrenie w sztywniakuJa Panu pokażę! oraz Piecyk i S-ka. Pominęliśmy tutaj opowiadania o tematyce żydowskiej te bowiem znajdą się w kolejnych tomach naszej edycji czyli w książkach: Mąż za 1000 złotych, Glowa spod łóżka Trup przy telefonie. W osobnym tomie opublikujemy też reportaże wydane przez Wiecha w tych 3 wymienionych przedwojennych tytułach, Znajdą się one w tomie Jesień na Kercelaku.
Zagrobowe życie

Na progu mieszkania pani Katarzyny Ząbek stanął czarno ubrany pan z bardzo zmartwioną miną i zagadnął strapionym głosem:
– Czy mam przyjemność z żoną trupa?
– Jakiegoż znowu trupa, co pan szanowny pyskuje?
– Ostatecznie czy pani nieboszczykowa Ząbkowa, czy nie?
– Ząbkowa faktycznie się nazywam, ale nie nieboszczykowa.
– Zaraz się pani przekona. Czy to szanowny mężulek leżał u Świętego Ducha na trzeciej sali przy oknie?
– Taki blondyn z bródką?
– Właśnie. I z zyzem w prawem oku?
– I z zyzem!
– I cegłą w ciemię przez rodzonego szwagra szturgnięty?
– On, on, wypisz wymaluj.
– Ano widzi pani szanowna, że nie trzeba się z żałobnem fachowcem spierać.
Jak mówiłem, że nieboszczykowa, to nieboszczykowa! Mężulek dzisiaj w nocy do grabarni się przeniósł, a na tem łóżku już się nowy chory położył. Nieduży facet ale sympatyczny, tyż długo nie pociągnie, bo się wódka w niem zapaliła.
– O nieszczęśliwa moja godzina! Wdowom żałobnom się zostałam na samą zimę. I to teraz, kiedy zielonego materiału na palto nabrałam i już skrajać kazałam. Wszystko na nic. Trzeba będzie czarny kupować, a ten w kufrze trzymać! Taki ładny towar móle dranie gryźć będą cały rok! Oj, dolo moja, dolo nieszczęśliwa.
– Rozumie dobrze tę pani rozpacz małżeńskie, ale kufer można będzie naftaliną wysypać, to móle zdechną.
– Ach, nigdy w świecie! Naftalina pierwsze świństwo. Chyba bagiennem liściem aksamit przełożyć, ale znowuż tak prześmiardnie, że trzeba będzie po tem parę tygodni wietrzyć.
Życie sobie chyba odbierę, co ten chłop mnie kłopotu narobił! Zawsze był taki poprzeczniak. Jak ja w lewo, to on w prawo. Tak i z tem pogrzebem nie mógł się, cholera, zatrzymać do wiosny! Zabiję się chyba ze zmartwienia i z tem mojem ukochanem mężem razem do grobu położę.
– Wdowo w żalu nieutulona, nie masz pani prawa tak mówić. Cóż znaczą wobec majestatu śmierci cztery metry zielonego aksamitu? Tu trzeba tromnę wybrać, placyk jak się należy upatrzyć, a także samo karaban zamówić: z latarnikamy, czy bez? Ze srebrnem okuciem, czy gładki?
W dalszej części swego przemówienia nieznajomy pan oświadczył, że pojmując ból wdowiego serca, podejmuje się wszystko za nią załatwić, jest bowiem właścicielem zakładu pogrzebowego i dlatego, by wdowę wyręczyć, tu się pofatygował.
Pani Ząbkowa po krótkim namyśle przyjęła ofertę czarno ubranego pana i przystąpiono do wytargowania ceny za elegancką trumnę. Żałobnik polecał czysto dębową jako najzdrowszą i najbardziej twarzową. Ale znowu cena była zbyt wysoka.
Nagle w momencie, kiedy organizator pogrzebu już opuścił dwadzieścia złotych, drzwi się otworzyły i wszedł do mieszkania ni mniej ni więcej, tylko sam nieboszczyk pan Antoni Ząbek, w dodatku schlany jak nieboskie stworzenie.
Ujrzawszy męża, pani Katarzyna na razie zemdlała, ale przyszedłszy do siebie, zaczęła razem ze swym cudem odzyskanym towarzyszem życia walić, czym się dało, żałobnika pana Franciszka Podsiadłę, tak że zaszła potrzeba odwiezienia go do szpitala.
Makabryczna zagadka wyjaśniła się dopiero w sądzie grodzkim. Pan Ząbek ani myślał umierać, po prostu został wypisany ze szpitala, a pan Podsiadło padł ofiarą czyjejś fałszywej informacji.
– Jakby wysokiemu sądowi kto za życia tromnę stalował, toby wysoki sąd nie dał za to po zębach?
Tyle tylko rzekł pan Antoni w sądzie: i uzyskał dla siebie oraz małżonki po 20 złotych grzywny.
Zebrał i opracował Robert Stiller; projekt okładki: Janusz Stanny; oprawa miękka, 248 stron; ISBN: 978-83-7998-069-7; wyd. 3
Dodaj Komentarz
Ocena: 1 5
Imię / pseudonim:
Wpisz kod widoczny na obrazku:
weryfikator

Zapytaj o produkt