Twoje konto

Czaszka w rondlu

Wysyłamy w 48h koszty przesyłki od 8,99 zł

Cena: 18,20 zł z VAT 26,00 zł

 Stefan Wiechecki Wiech (1896-1979) - pisarz, felietonista, humorysta. Karierę dziennikarską rozpoczynał jako sprawozdawca sądowy w przedwojennym "Kurierze Czerwonym" i dzienniku "Dzień Dobry". Być może te lata praktyki przyczyniły się do wypracowania swoistego języka (mów wiechem), łączącego elementy gwary i żargonu warszawskiego z farsową czasem wręcz groteskową nutą komizmu. Jego inwencja językowa jest niebywała. To niewątpliwie jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy, choć często niedoceniany przez elity. Za to uwielbiany przez czytelników. I tak jest do dziś.
W obecnym, dzziewiątym już tomie pod tytułem Czaszka w rondlu publikujemy komplet opowiadań drukowanych w dzienniku "Dobry Wieczór! Kurier Czerwony!" w 1934 roku z wyjątkiem tych o tematyce żydowskiej (w nasej edycji tomy 3-5) i tych publikowanych w formie ksiązkowej (tomy 1-3 naszej edycji). Tak więc utwory w Czaszce w rondlu ukazzują się w formie ksiązkowej po raz pierwszy. Dzięki tytaniczznej, drobiazgowej pracy edytora Roberta Stillera. A w szczegółach próbka wiechowskiego humoru. Kto czyta Wiecha, ten się uśmiecha!
Serce wdowy

Po całej Szmulowiźnie rozeszła się wieść, że pani Melania Gajdzińska, wdowa po właścicielu sklepu spożywczego, wychodzi za mąż za doktora.
Było to spełnienie się marzeń piastowanych we wdowim sercu od wielu lat. Już na pogrzebie pierwszego męża oświadczyła pani Melania przyjaciółce, że jeśli wyjdzie za mąż, to chyba tylko za doktora.
– Moja pani – mówiła – ciężką forsę kosztował mnie mój nieboszczyk przez czas choroby i wszystko to zabrali dochtorzy. Taki się nie narobi! Zawsze ubrany jak we święto, tu sztuknie, tam puknie, nabazgrze, że tylko aptekarz rozebrać potrafi, co napisał i każden płaci, nawet tem okiem nie mrugnie. Dlatego ślub se uczyniłam wyjść za mąż tylko za dochtora.
Odbiorę może to, co na nieboszczyka wydałam.
Trafiali się konkurenci różni: krawiec, fryzjer, nawet woźny z prosektorium: wszystkich odrzuciła. Aż wreszcie zjawił się wymarzony doktor.
Miały się odbyć zaręczyny.
W trzypokojowym mieszkaniu narzeczonej na ulicy Białostockiej przy suto zastawionych stołach zasiadło grono gości.
Między innymi obecnych było dwu odrzuconych konkurentów. Panowie Teofil Mucha, murarz, i Józef Piskorski, fryzjer, drżeli z ciekawości ujrzenia rywala, doktora.
Jakoż z niewielkim opóźnieniem zjawił się, ubrany w biały fartuch lekarski i z walizeczką pełną lancetów i noży operacyjnych. Przepraszał bardzo za niepunktualność, ale wstrzymała go niecierpiąca zwłoki operacja.
Młody chirurg zasiadł za stołem i żeby nadrobić stracony czas, z podziwu godną wprawą zoperował pół butelki wódki i dokonał amputacji sporego kawałka gotowanej głowizny.
Naraz zaszło coś nieoczekiwanego.
Jeden ze wzgardzonych amantów poszeptał coś z drugim, odchrząknął i rzekł:
– Faktycznie, panie doktór, głowiznę krajesz pan fachowo, ale w ten deseń nie każdego można zbujać. O wiele mnie oko nie myli, mam przyjemność znać pana ze szpitala, gdzie miałem zaszczyt mularskie roboty uskuteczniać, tylko że nie doktorem pan wtenczas byłeś, a zwyczajnem łapiduchem, co chorych tam gdzie król na piechotę chodzi wyprowadzają.
Nastąpiła niesłychana konsternacja. Narzeczona zemdlała. Lekarz chwycił za szyjkę butelkę jasnego piwa i zamierzył się nią na rewelatora, ale ten uskoczył zręcznie w bok i puścił w eskulapa salaterkę z buraczkami.
To zachęciło wszystkich do ogólnego wycisku, który zlikwidowała policja.
W sądzie grodzkim wyszło na jaw, że pan Sebastian Szczurek istotnie jest posługaczem szpitalnym, ale tu nie o to chodziło, tylko o udział w bójce.
Za ten czyn samozwańczy medyk wraz ze swymi rywalami zapłacą po 30 złotych grzywny.
208 stron; projekt okładki: Janusz Stanny; op. miękka; ISBN: 978-83-7998-082-6

Dodaj Komentarz
Ocena: 1 5
Imię / pseudonim:
Wpisz kod widoczny na obrazku:
weryfikator

Zapytaj o produkt