ballard, burgess, ellis, filas, himilsbach, welsh, wiech > wydawnictwo vis-a-vis/Etiuda

Kup teraz!

Cena: 24.00 PLN
Ilość:
drukuj
Wiech

Stefan Wiechecki WIECH - Maniuś Kitajec i jego ferajna

Wiech nie podlizywał się głupcom ani mieszczuchom. Jak przed wojną, tak i po wojnie. Nie znał konformizmu ani grzeczności w stosunku do władz. Wszystkim pokazywał ostry pazur

Opóźniony… pociąg osobowy ze Szczecina wjedzie na tor drugi, peron piąty, powtarzam…
Na placyku przed drewnianym barakiem, imitującym Dworzec Główny, dramatyczny baryton płynący z megafonu wywołał spore poruszenie.
Kilku przechodniów przyśpieszyło kroku, bagażowi ociężałym starczym truchtem ruszyli w stronę furtki prowadzącej na perony. Kierowcy kilkunastu mniej lub więcej odrapanych taksówek warszawskich, gawędzący dotąd grupkami, rozbiegli się jak podcięci batem.
– Chłopaki, Szczecin – chodu! – krzyknął do dwóch kolegów, zagapionych na przystojną dziewczynę z nartami kierowca szarej warszawy, starszawy, krępy, korpulentny szatyn. I poważnie, lekko tylko przyśpieszywszy kroku, ukrył się wraz ze wszystkimi szoferami w hali dworcowego baraku.
Po chwili przez drzwi furtki, oddając po drodze bilety, trzymane czasem w zębach, zaczęli się wysypywać na placyk zmęczeni, niewyspani podróżni. Pierwsi z nich dopadli zamkniętych na głucho taksówek, niespokojnymi oczami poszukując na próżno nieobecnej obsługi. Objuczeni jak wielbłądy bagażowi rzucili się w stronę jakiejś nadjeżdżającej właśnie z miasta dekawki, ale za obie jej klamki trzymali już, galopujący z szybkością 40 km na godzinę, czterej kandydaci na pasażerów. Piąty cwałował z tyłu z łóżkiem polowym na głowie. Taksiarz dodał gazu, trzej zawodnicy odpadli od klamek, czwarty trzymał się jednak kurczowo. Jeszcze jeden zryw maszyny i ten ostatni potoczył się w stronę chodnika, dostał jednak po drodze w plecy polowym łóżkiem i wraz z jego właścicielem wywinął efektownego kozła.
Zanim się pozbierali, bagażowy ładował już do opróżnionego wehikułu walizki jakiejś flegmatycznej damy z pieskiem na ręku.
W tej chwili, wlokąc za sobą łóżko, zjawił się posiniaczony szybkobiegacz.
– Panie, co to za porządki? Ja pierwszy złapałem za klamkę, już na Towarowej!
– Mało z tem, w biegu pasażerów nie zmieniam, to nie cyrk, tylko samochodowa komunikacja pasażerska. Zresztą i tak się pan nie nadajesz z tą maszynerią. Pluskwy mnie pan chcesz w wozie zaprowadzić, żebym się potem z niemi użerał?
– To nowe łóżko.
– Nowe nie nowe, bierz pan sałatę. Koniec rozmowy.

Dobroduszny i zjadliwy humor Wiecha pasuje też i do naszej rzeczywistości
248 stron; op. miękka; projekt okładki: Ewa Gawlik; Opowiadania (i powieści) powojenne tom IX; ISBN: 978-83-7998-164-9; cena det. 32,00 zł