ballard, burgess, ellis, filas, himilsbach, welsh, wiech > wydawnictwo vis-a-vis/Etiuda

Kup teraz!

Cena: 16.00 PLN
Ilość:
drukuj
Proza i poezja światowa

Jaroslav Hasek - W rodzinnym gnieździe i inne historie

Proponujemy jak zachętę jedno opowiadanie ze zbioru: POSUNIĘCIE DYPLOMATYCZNE Dawniej, a szczególnie w ostatnich czasach, mówiło się o tym, że dyplomaci nie mają rozumu. Twierdzenie to jednak może obalić klasyczne posunięcie dyplomaty hrabiego z Durniowa. Ten, jak się przekonacie, miał głowę na kar­ku, temu nie brakło rozumu. Hrabia Rudolf z Durniowa pochodził ze starej szlachec­kiej rodziny, która dała ludzkości najsławniejszego idiotę na świecie: Jana z Durniowa, prawdziwie światowego człowieka, który wydał dzieło o tym, że ziemia się obraca. Potem umarł jako ambasador na rosyjskim dworze i przez współczesnych mu historyków nazwany został największym idio­tą wszystkich czasów. Pan Jan z Durniowa miał syna Karola, który cierpiał na idée fixe: zdawało mu się, że zostanie damą dworu. Leczono go zimnymi okładami na głowę dopóty, dopóki nie udało mu się tego wyperswadować. Zostawił po sobie syna Józefa Antoniego, który w młodym wieku spadł ze schodów pałacowych i rozbił sobie głowę, wskutek czego popadł w tak zwaną czarną melancholię. Dlatego właśnie nie doszedł wyżej niż do rangi generała. Jego właśnie synem jest wspomniany Rudolf. W dzień urodzin Rudolfa zebrała się rada rodzinna, która uchwaliła, że Rudolf, by przypomnieć ludziom sławne imię hrabiowskiego rodu z Durniowa, musi się poświęcić karierze dyplomatycznej. Mały Rudolf nie rzekł na to ani słowa, zaszła natomiast konieczność przewinięcia go. Było to jego pierwsze dyplomatyczne posunięcie. Po­tem okazało się, że dużo czasu upłynie, zanim nauczy się mówić. Aż do ośmiu lat na wszystko mówił „tata”, tylko na sukienkę, kawę i zupę mówił „mama”. W dziesiątym roku życia Rudolfa można było jednak zauważyć znakomite postępy. Pomału, ale dokładnie rozpoznawał przedmioty i dzięki sześciu nauczycielom w piętnastym roku życia bez niczyjej pomocy potrafił nie tylko podpisać się, ale również i odczytać swoje nazwisko. Wtedy dodano mu jeszcze trzech nauczycieli, którzy z prawdziwym poświęceniem przygotowywali go do życia. W osiemnastym roku życia ten nobliwy młodzian potrafił już bez błędu odpowiedzieć, że jest pięć części świata, i przy wyliczaniu ich tylko niekiedy zapominał jednej lub dwóch. Widać było, że jego inteligencja znacznie wzrosła, a nauczyciele uznali, że o ile ma zostać dyplomatą, powinien wiedzieć, że na świecie istnieją również jakieś państwa. Dzięki talentowi przyswajania sobie wiadomości oraz żądzy wiedzy w dwudziestym piątym roku życia, a więc w ciągu niespełna siedmiu lat, poznał nazwy wszystkich państw europejskich, a w trzydziestym roku, gdy nauczył się grać w wista i bakarata, do czego zdradzał wrodzony talent, wstąpił do służby państwowej. Przydzielony został do ministerstwa spraw zagranicznych, gdzie zwykle przyjeżdżał się przespać po we­soło spędzonych nocach. Pewnego dnia minister spraw zagranicznych poklepał go po ramieniu i oświadczył mu, że zostanie wysłany z tajną misją do stolicy ościennego państwa. Misja ta zawierała się w pliku różnych szyfrowanych papierów, dotyczących porozumienia dwóch państw przeciw trzeciemu, które w ostatnich czasach poważnie się zadłużyło z powodu zakupu znacznej liczby armat. Hrabia Rudolf z Durnowa zabrał teczkę z państwowymi papierami i wyjechał. Gdy znalazł się w stolicy owego państwa, w drodze do hotelu zauważył, że mu czegoś brakuje. Zostawił teczkę w pociągu. W żaden sposób jednak nie mógł sobie przypomnieć, co zgubił, czego mu właśnie brak. A kiedy znalazł się w hotelu, nie mógł sobie w ogóle przypomnieć, w jakim celu przyjechał i co ma w tej obcej stolicy robić. Właściciel hotelu na jego pytania nie mógł dać bliższych wyjaśnień. Hrabia Rudolf udał się więc do miasta i wpadło mu na myśl, że skoro już tu jest, mógłby sobie również zapalić papierosa. Wszedł więc do najbliższego sklepu i zażądał paczki dobrych papierosów. – Pan wybaczy – rzekł uniżenie właściciel interesu – to jest sklep żelazny, a nie budka z papierosami. Sprzedajemy wszelkiego rodzaju śruby, grzebienie, muterki i samowary, z których możemy panu polecić jeden z najlepszych, mianowicie „Creos”, na naftę. – To obraza! – zawołał hrabia Rudolf z Durniowa. – Pan nie chce sprzedać papierosów przedstawicielowi obcego państwa… – Patent „Creos” na naftę… – bełkotał zdyszany kupiec – naprawdę, szanowny panie, to sklep żelazny. – Z tego wyniknie wojna! – krzyczał hrabia Rudolf. – Nasz rząd nie zniesie podobnego traktowania. Rozpędzimy was na wszystkie strony świata i wtedy, panie, zapłacicie miliard odszkodowań wojennych! Wzburzony wyszedł ze sklepu i nocnym pociągiem wrócił do kraju. Jeszcze tej samej nocy kazał obudzić ministra spraw zagranicznych. Minister był bardzo zaspany, gdy mu więc hrabia Rudolf z Durniowa powiedział, że w ościennym państwie nie chcieli mu sprzedać papierosów, ziewnął i rzekł: – Kochany hrabio, wyślij im ostrą notę, a na razie dobranoc. Hrabia Rudolf przez całą noc powtarzał sobie: – Posłać ostrą notę, posłać ostrą notę, do diabła, co to może być? Rano pojechał do miasta i gdy zastanawiał się, co to ta­kiego nota, nad jednym ze sklepów ujrzał napis: „Noten­handlung” (sprzedaż nut). Natychmiast wysiadł z auta i wpadł do sklepu. – Chciałbym jakąś ostrą nutę! – krzyknął do sprzedawczyni. – Coś bardzo ostrego, sacrébleu! – W takim razie „Marsz Rakoczego” – rzekła sprzedawczyni. Rzucił pieniądze na ladę, wziął nuty i odjechał do domu. Tam je własnoręcznie zapakował i zaadresował do obcego państwa. Następnie, zgrzytając zębami, odniósł „Marsz Rako­czego” na pocztę. I takie było jego najznakomitsze posunięcie dyplomatyczne. il. stro. 160, oprawa miękka, klejona, cena det. 21 zł; przekład: Stefan Krysiak; ISBN: 978-83-7858-033-1; projekt okładki Piotr Grzywa