ballard, burgess, ellis, filas, himilsbach, welsh, wiech > wydawnictwo vis-a-vis/Etiuda

Kup teraz!

Cena: 27.00 PLN
Ilość:
drukuj
Proza polska

Robert Stiller - Pokaż język tom 2

Szmata jednorazowa Typowy Polak (czyli statystyczny) nie odróżnia brudu od gówna, więc gdzie np. wynajął się do sprzątania, tam też i sra. Później wytrze to szmatą. Z kolei szmaty w praktyce raczej nie odróżnia od ścierki lub ręcznika. Przede wszystkim językowo; w mowie codziennej. Wyrazu ścierka na ogół w ogóle nie używa, chyba że w dialekcie kuchennym: ścierka do naczyń. Poza tym istnieje głównie szmata. Obojętne, którym z tych wyrazów się posłuży, co jest raczej kwestią przypadku. Zawsze i do wszystkiego użyć gotów ręcznika jako ścierki, mówiąc: „Daj mi tu jakąś szmatę,” na myśli mając którekolwiek z nich lub jedno i drugie. Charakterystyczne zaś, że nawyk językowy nie różni się od życiowego; swoje zakurzone buty Polak z reguły (czyli najczęściej albo często) wytrze dla elegancji w ścierkę kuchenną lub ręcznik, w ostateczności o drugą nogawkę własnych spodni. To właśnie odbija mu się w języku. Jeżeli u was pracuje, to ścierkę czyli szmatę po użyciu (przeważnie) wrzuca nie do prania, tylko do śmieci. Odlewa się zawsze stojąc. Z reguły nie podnosi przy tym deski siedzenia, tylko leje w otwór i dookoła. Po czym otrząsa służący do tego narząd, nie wycierając go; i chowa do rozporka. W języku polskim znajduje to swe odbicie w powszechnie (tylko nie w leksykografii) znanym powiedzonku: „Choćbyś go nie wiem jak otrząsał, ostatnia kropla zawsze zostanie w spodniach.” Istnieje też w obiegu tegoż wersja poetycka: „Choćbyś strząsał dwa tygodnie, zawsze kropla spadnie w spodnie.” Ale w Niemczech na urologii, przy badaniu prostaty, do czego najpierw trzeba się odlać, po prostu liczący się z tak niecodziennymi wyjątkami automat zapytuje pacjenta: Ist es wirklich so, daß Sie im Stehen pissen wollen? „Czy naprawdę Pan chce szczać na stojąco?” I radzi usiąść. Natomiast w polskich więzieniach, jak Gęsiówka i Wronki, spotyka się zwyczaj, że kiedy wchodzi do zbiorowej celi świeży więzień, rzuca mu się pod nogi czysty ręcznik. Jeżeli wchodzący go przestąpi, żeby nie przydeptać brudnym obuwiem, to bywalcy już wiedzą, że przybysz nie należy do „swoich” i należy traktować go bezlitośnie. A jak wytrze buciory o ten czysty ręcznik, to znaczy, że „swój” i sra na wszystko. Gwoli ścisłości pora zaznaczyć, że cały opisywany tu fenomen wraz z językowymi przyległościami dotyczy głównie Polaków płci męskiej. A co z Polkami? Nie badałem i w życiu codziennym nie mogę sprawdzić. Wydaje mi się jednak, że trochę podobnie. Oczywiście w mniejszym zakresie, bo tylko na tyle, co samorzutnie wynika z anatomii. Nie będę już w kółko powtarzać (w tej sprawie, jak w wielu innych tutaj i gdzie indziej poruszanych), że wszystkie powyższe i następujące spostrzeżenia i wnioski, dotyczące specyfiki polskiej, mają charakter wyłącznie statystyczny i broń Boże nie dotyczą każdego Polaka wszelakiej płci, zawodu, pochodzenia, światopoglądu, wieku, pozycji społecznej lub czegokolwiek innego. Jedynie większości. Tego, co klapy zakrywającej sedes nie opuszcza. Po jego wizycie w cudzej albo publicznej ubikacji klapa pozostaje uniesiona, deska z siedzeniem opuszczona i przeważnie zbryzgana moczem, jak i muszla, a wokół niej często posadzka lub dywanik. Zawartość często spuszczona z wodą, lecz nie zawsze albo częściowo. Rąk po tych czynnościach nie myje. W niektórych miejscach pracy z góry bierze się to pod uwagę, obkładając muszlę czymś chłonącym i do wyrzucenia. Za granicą, gdzie częściej przyjmuje się Polaków, przestają być rzadkością tabliczki z prośbą zwłaszcza o to, ażeby panowie się załatwiali siedząc po damsku. Nasi uważają to za dowcip albo zboczenie. W tym przypadku, jak w wielu innych, język polski ciekawie odbija sprawy nie tylko językoznawcze, lecz tak blisko z nimi sprzężone, jak mowa ludzka z innymi dziedzinami spraw ludzkich. Również i w tym względzie, że opisanych tu fenomenów nie spotykamy w druku. Tylko czasami (bardzo rzadko) w obcych przewodnikach po naszym kraju. Tak jak dla podróżujących Amerykanów instrukcja, że w Europie nie należy pić wody innej niż gotowana lub specjalnie butelkowana, gdyż tutejsze bakterie różnią się od tych, do których organizm amerykański przyzwyczaił się od dziecka na swoim kontynencie. 494 str; op. miękka, projekt okładki Ewa Gawlik, ISBN: 978-83-7858-004-1; cena det. 36 zł