ballard, burgess, ellis, filas, himilsbach, welsh, wiech > wydawnictwo vis-a-vis/Etiuda

Kup teraz!

Cena: 20.00 PLN
Ilość:
drukuj
Wiech

Wiech - Pożycz mi rewolweru!

Wiech uznany za najbardziej warszawskiego z warszawskich pisarzy. Znawca, a może wręcz współtwórca warszawskiej gwary, choć on sam twierdził, że jedynie wiernie ją odtwarza, ograniczając się jedynie do oszlifowania jej, a czasami nadania jej formy nieco elegantszej, bo w jego ksiązkach nie znajdziemy żadnego grubiaństwa (z ulubionym warszawskim kurwa jego mać na czele), a mimo to oddaje w sposób niezwykły koloryt językowy warszawskiej ulicy. A przy tym te jego opowiadania mają przecież także niezwykle ostry, krytyczny pazur – wszak Wiech wytyka nam bezwzględnie nasze wady z pijaństwem i awanturnictwem na czele. O autorze niniejszego tomu pisał Michał Choromański: Uważam Wiecha za jednego z najlepszych polskich pisarzy współczesnych, niewyczerpanego w pomysłach i zajmującego wyjątkową postawę moralną. O Wiechu można nawet powiedzieć, że jest wielkim filozofem. A Maria Pawlikowska-Jasnorzewska dodawała: Wiech to gentleman, szalenie dowcipny, nigdy jadowity, często wzruszający. Jego felietony są wynikiem obserwacji bardzo uważnej, pracy w swoim rodzaju całkiem twórczej i na wskroś oryginalnej. A Antoni Słonimski podsumowując twórczość Wiecha pisał: Wolę książkę, która ma niepoważne zamierzenia i poważne osiągnięcia, od dzieł, które mają poważne zamierzenia i niepoważne osiągnięcia. Niniejszy tom już 11 z przygotowywanej przez nas pełnej edycji Opowiadań przedwojennych Wiecha jest efektem drobiazgowego i samodzielnego opracowania edytorskiego pierwodruków gazetowych. Niniejszy tom obejmuje lata 1936 i 1937, a opowiadania zawarte w nim po raz pierwszy ukazują się w formie ksiązkowej. W cichą noc Pan Wincenty Ciuchna jest karnym obywatelem, dla którego każde rozporządzenie władz to ewangelia, do jakiej nie tylko trzeba się stosować osobiście, ale jeszcze należy pilnować, by czynili to inni. Nic tedy dziwnego, że wracając nocy wczorajszej do domu pan Wincenty, pomny, że ma to być w myśl zarządzenia komisariatu rządu pierwsza „cicha noc” w stolicy, nie tylko szedł na palcach, ale jeszcze dawał baczenie, by inni przechodnie zachowywali się idealnie cicho. W razie usłyszanej głośniejszej rozmowy pan Wincenty przystawał, przykładał sobie wskazujący palec prawej ręki do ust i patrząc surowo na zakłócających spokój szeptał: – Ciiii! Przebrnął tak z pół miasta, konstatując z zadowoleniem, że mieszkańcy Warszawy na ogół szanują nadzwyczajne przepisy, gdy nagle stało się coś, co napełniło pana Ciuchnę zdziwieniem i najwyższym oburzeniem. Dłuższe maszerowanie na palcach, nie stanowiące zapewne nic specjalnie trudnego dla Lody Halamy, mogło zmęczyć pana w średnim wieku, wracającego w dodatku z koleżeńskiego przyjęcia. Toteż pan Wincenty, przechodząc przez jezdnię na placu Napoleona, miał ruchy nieco balansujące i znużone. Prawdopodobnie skutkiem tego byłby wpadł pod przejeżdżającą taksówkę. Szofer w obliczu niebezpieczeństwa zapomniał o rozporządzeniu i rozpaczliwie zatrąbił. To właśnie tak wzburzyło pana Wincentego, że uchwyciwszy się latarni zatrzymał wóz i zawołał: – Szoferak, co jest za trąbienie?! To pan nie czytałeś nowego paragrafu, jak się trzeba zachować wśród nocnej ciszy? Władzy nie szanujesz, łobuzie, trąbkie przyduszasz, spoczynek milionowej stolicy przerywasz?! Gdyby kierowca się upokorzył i przeprosił pana Wincentego, skończyłoby się prawdopodobnie na tym lekkim monicie. Ale ponieważ zachował się nietaktownie i odburknąwszy coś na temat pijaków włóczących się po jezdni chciał jechać dalej, pan Ciuchna zbladł i krzyknąwszy: – Ach, ty smolipysku, spirytusową mieszanką pędzony, ja cię naucze idealną cisze szanować! – pamiątkową laską wyrżnął w boczną lustrzaną szybę. Szkło pękło z hałasem, czym zdenerwowany obrońca spokoju powybijał resztę szyb w taksówce, nie wyłączając latarni frontowych. Zdumiony szofer przyglądał się temu czas jakiś, ale wreszcie wysiadł i korbą starał się wyperswadować panu Wincentemu dalsze szerzenie zniszczenia. Ponieważ zachowywał się przy tym ordynarnie, używając głośno nieprzyzwoitych wyrażeń, pan Ciuchna znowu musiał go uciszyć przy pomocy wyrwanego ze skwerku drzewka akacji. Niezwykły ruch na ulicy pobudził okolicznych mieszkańców, którzy stojąc w oknach z przerażonymi minami obserwowali pierwszą cichą noc w Warszawie. Na szczęście nadbiegła wkrótce policja i zabrała nie tylko niesfornego szofera, ale także i ofiarnego kontrolera wykonywania swych rozporządzeń! I jakże w tych warunkach współdziałać z władzami? 240 str., oprwa miękka, opracowanie: Robert Stiller; Nota edytorska: Robert Stiller; projekt okładki: Ewa Gawlik; ISBN: 978-83-7858-005-8; cena det. 26 zł