ballard, burgess, ellis, filas, himilsbach, welsh, wiech > wydawnictwo vis-a-vis/Etiuda

Kup teraz!

Cena: 44.90 PLN
Ilość:
drukuj
Nauki humanistyczne, historia

David Yallop - Potęga i chwała. W mrocznym sercu Watykanu Jana Pawła II (nakład wyczerpany)

David Yallop – angielski dziennikarz i dokumentalista jest już w Polsce dobrze znany. Napisał bowiem dwie ksiązki, które sprzedały się w u nas w bardzo dużych nakładach. Mowa o ksiązkach o najsłynniejszym terroryście świata carlosie pt. „Szakal” oraz z niezwykle kontrowersyjnego dzieła „W imieniu Boga”, ksiązki w której autor ujawnia kulisy tajemniczej śmierci papieża Jana Pawła I i kulisy działalności arcybiskupa marcinkusa i kierowanego przezeń Banku Watykańskiego. „W imieniu Boga” sprzedało się w Europie w kilkusettysięcznych nakładach. I podobnie dzieje się z jego najnowszą książką – książką o kulisach pontyfikatu Jana Pawła II, „naszego” papieża, Karola Wojtyły. Ta książka może być szokująca dla polskiego czytelnika, przyzwyczajonego wyłącznie do hagiograficznych książek dotyczących Jana Pawła II. Tymczasem pracę Yallopa można najkrócej streścić sloganem: Prawda i kłamstwa – prawdziwa historia człowieka, którego nazwano „Jan Paweł Wielki”. Od chwili, gdy Karol Wojtyła został papieżem, dążył do uzyskania wpływów politycznych i pragnął odgrywać istotną rolę na światowej scenie. Na początku dwudziestego pierwszego wieku mogło się wydawać, że opowiada się za zmianami, zapowiadającymi odnowę Kościoła. Po wielu latach badań, dzięki kontaktom w CIA i KGB, dzięki polskim służbom specjalnym i źródłom w samym Watykanie, David Yallop odsłania prawdę kryjącą się za obiegowymi opiniami na temat papieża. W swej kontrowersyjnej i bezlitosnej relacji Yallop ujawnia mity i półprawdy dotyczące doniosłych wydarzeń z 1989 roku i upadku komunizmu, trwającego od dawna złego zarządzania finansami Watykanu, nieumiejętności rozwiązania kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, który ujawniono w latach osiemdziesiątych, rozkwitu Opus Dei oraz mitu „Świętego Przymierza” między Białym Domem i Watykanem. Yallop nie stroni od opinii skrajnych często – zwłaszcza z naszego polskiego punktu widzenia – niesprawiedliwych. Ale przecież to po prostu inny punkt widzenia. Trzeba pamiętać, że Jan Paweł II na świecie oceniany bywał różnie. Opinia Yallopa jest wbrew naszym wyobrażeniom – opinią na zachodzie bardzo często występującą. Jan Paweł II był oceniany bardzo ostro zwłaszcza z powodu swojego stosunku do teologii wyzwolenia, co zwłaszcza w kontekście jego wsparcia dla polskiego ruchu społecznego, dla „Solidarności” musiało budzić zdumienie. Bo przecież odrzucając księży i biskupów związanych z teologią wyzwolenia stawiał się po stronie południowoamerykańskich dyktatur na czele z dyktaturami Pinocheta, czy szczególnie krwawej junty argentyńskich generałów. Wszystkie te meandry papieskiej polityki ujawnia Yallop w sposób bezlitosny. A przecież to nie był jedyny problem tego pontyfikatu. Bodaj najgłośniejszym był problem seksualnego wykorzystywania dzieci przez wielu katolickich księży. Papież przyjął wobec tego problemu w gruncie rzeczy dość obrzydliwą strategię – strategię polegającą na wielkei zmowie milczenia, zamiatania pod dywan. A rzecz dotyczyła ludzi z samym Janem Pawłem II blisko związanymi jak choćby z meksykańskim prałatem założycie3lem Legionów Chrystusa Marcielem Macialem Dellgado. Ale i na tym lista czrnych kart pontyfikatu jana Pawła II się nie zamyka. Trzeba pamiętać o aferach finansowych związanych z Bankiem watykańskim, o praniu pieniędzy mafijnych. Papież nie reagował. Nie wiedział, nie chciał wiedzieć? A może wiedział ale wygodniej było udawać, że wszystko jest w porządku. A mamy jeszcze dwuznaczną rolę Watykanu w czasie wojen na Bałkanach po rozpadzie Jugosławii (w pewnej mierze będącej kontynuacją haniebnej polityki Piusa XII w czasie i po II Wojnie Światowej). Mamy dwuznaczną rolę Opus Dei, amy wewnątrzwartykańskie koterie i ich wewnętrzne walki, o których Jan Paweł II także wolał nie wiedzieć. Był niewątpliwie papieżem kochanym, ale nie był słuchany. Całkowite fiasko poniosła jego poltyka, jego doktryna dotycząca ludzkiej seksualności. Oderwany od życia papież nigdy nie był w stanie zrozumieć, że przez jego upór w sprawie używamia prezerwatywm wielu ludzi zmarło z powodu epidemii AIDS. Wystarczy na koniec zacytować Yallopa by zrozumieć jak odmienna jest ta ksiązka od dotychczas wydanych w Polsce analiz dotyczących tego pontyfikatu: “Watykan, który przez stulecia mówił ludziom o bólu i wiecznym potępieniu i o tym, w jaki sposób powinni prowadzić życie seksualne, teraz żąda, aby wykorzystywanie seksualne ciągnące się przez trzydzieści lat zostało wybaczone i zapomniane. Papież Jan Paweł II, kardynał Ratzinger i liczni podobnie myślący książęta Kościoła głoszą publicznie, że to sprawcy są ofiarami. Zacytujmy kardynała Ratzingera: „To znajduje odzwierciedlenie w naszym wysoce rozerotyzowanym społeczeństwie. Księża także znajdują się pod wpływem ogólnej sytuacji. Mogą być szczególnie bezbronni czy podatni, chociaż odsetek przypadków wykorzystywania nie jest wyższy niż w innych zawodach. Naturalnie można by oczekiwać, że będzie niższy”… Dla kardynała Norberta Carrery z Meksyku czarnymi charakterami tej historii nie są duchowni, ale New York Times, Boston Globe, Washington Post i wiele innych mediów, które starały się dotrzeć do prawdy o kardynale Lawie z Bostonu, co przypomina Carrerze „to, co się wydarzyło w ubiegłym wieku: prześladowania w Meksyku, w Hiszpanii, w nazistowskich Niemczech i w krajach komunistycznych”. Prałaci w wielu krajach wyrażają podobne opinie. Ci, którzy demaskują sprawców wykorzystywania seksualnego, są otwarcie oskarżani jako „wrogowie Kościoła”. W sposób oczywisty stosowane przez Kościół katolicki pojęcie zero tolerancji ma się stosować do jego krytyków, zapewniając maksimum tolerancji i zrozumienia przestępcom w jego własnych szeregach. Niepowodzenie nie tylko papieża Jana Pawła II i jego następcy, lecz także praktycznie całej katolickiej hierarchii, jeśli chodzi o stawienie czoła problemowi wykorzystywania seksualnego w szeregach duchowieństwa, oznacza, że Kościół katolicki zrzeka się wszelkich historycznych praw, których się poprzednio domagał, aby rozmawiać z laikatem o kwestiach wiary i moralności. Wykorzystywanie dziecka, przemoc wobec niewinnego są dla ogromnej większości czynem, który przechodzi wszelkie wyobrażenia. Dla członka duchowieństwa czy zakonu wykorzystywanie dziecka, dorastającego chłopca czy dziewczyny albo dorosłego to największe z możliwych nadużycie zaufania. Szkoda może w końcu ulec sublimacji, ale jest trwała. Wykorzystywanie seksualne przez duchownych to totalny atak na ciało, umysł i duszę ofiary. Łączy w sobie fizyczny ból, psychiczne cierpienie oraz emocjonalny i duchowy gwałt. Obecnie wielu ludzi na całym świecie nie pozwala dzieciom bez opieki przestąpić progu kościoła katolickiego. Kościół katolicki w Anglii i Walii oraz w innych krajach czuje się zobowiązany do zakazywania kapłanom przebywania z dzieckiem sam na sam. Zmarły papież Jan Paweł II i jego doradcy kazali księżom na całym świecie unikać uwikłania w „ryzykowne sytuacje z płcią przeciwną” oraz „kierować się rozwagą”, mając do czynienia z parafiankami ze względu na „seksualne pokusy”. Wielu księży winnych wykorzystywania seksualnego jest leczonych zastrzykami Depo‑Provera, leku często przepisywanego jako środek antykoncepcyjny dla kobiet. Ostatnio pewien mieszkający w Rzymie prałat powiedział mi: „Nie będzie ani na krótką, ani na średnią metę polityki zero tolerancji w stosunku do sprawców wykorzystywania seksualnego. Gdyby taka polityka istniała i była ogólnie stosowana, niezależnie od stanowiska, wielu biskupów musiałoby ustąpić (…) wielu kardynałów przeszłoby na wcześniejszą emeryturę. (…) A co do zera tolerancji wobec homoseksualistów, już to mamy. Tylko tak się składa, że to się ogranicza do laikatu. Gdyby to zastosować do duchowieństwa, cała infrastruktura zawaliłaby się”. Wszystko to wydarzyło się w „jedynym prawdziwym Kościele” pod przywództwem zmarłego papieża Jana Pawła II, wspomaganego przez Josepha Ratzingera, który teraz został ostatnim absolutnym monarchą na ziemi. 1. W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?». 2. On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: 3. «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. 4. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. 5. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. 6. Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza». Ewangelia według św. Mateusza 18, 1–6” Trudno o bardziej przejmującą krytykę Kłamstwo i dezinformacja dały o sobie znać wcześnie podczas pontyfikatu Karola Wojtyły. W istocie zaczęły się w chwilę po tym, jak wiadomość o wybraniu papieża podano do wiadomości publicznej. Watykańskie biuro prasowe oraz rozmaici rzecznicy w rzymskiej kurii zaczęli rozpowszechniać w mediach „szczegóły” dotyczące Jana Pawła II, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Mity te mówiły o człowieku, który podczas Drugiej Wojny Światowej żył w warunkach przypominających obóz pracy. Prawda jest taka, że jego praca podczas wojny była uważana za istotny element akcji ludności cywilnej na rzecz wojny. Wojtyła zajmował stanowisko ze stałą pensją, któremu towarzyszył szereg dodatkowych korzyści, żywność po obniżonej cenie, możliwość korzystania z sali gimnastycznej, i co najważniejsze, karta identyfikacyjna, która stwierdzała, że jej posiadacz wykonuje pracę ważną z punktu widzenia potrzeb wojennych Trzeciej Rzeszy. W okupowanym kraju tego rodzaju dokument często oznaczał różnicę między życiem i śmiercią. Mity mówią o Karolu Wojtyle, który podczas wojny stale ryzykował życie w krakowskim getcie, ratując niezliczonych Żydów. Prawda jest taka, że nie uratował życia nikomu. Mity mówią o udziale Karola Wojtyły w utworzeniu Solidarności. Prawda jest taka, że nie miał nic wspólnego z powstaniem tego ruchu i dopiero po pierwszych sukcesach Solidarności został przekonany przez innych, że ruch ten ma przed sobą przyszłość. Wielokrotnie powtarzano, że od lat pięćdziesiątych do roku 1978 Karol Wojtyła stale działał w opozycji, występując przeciwko polskiemu reżimowi komunistycznemu. W rzeczywistości takich przypadków jest bardzo niewiele. Awans z księdza na krakowskiego arcybiskupa zawdzięczał bezpośredniej interwencji komunistów. Bez pomocy reżimu nie mógłby zajść dostatecznie wysoko, aby zostać papieżem. Tuż po wyborze na papieża stanął twarzą w twarz z wieloma poważnymi problemami, które obejmowały korupcję szerzącą się w IOR – Instituto per le Opere di Religione – niezmiennie nazy­wanym Bankiem Watykańskim. Najważniejszym aspektem tej korupcji były przestępcze powiązania biskupa Paula Marcinkusa z Robertem Calvim, prezesem Banco Ambrosiano. Zamordowanie Calviego w czerwcu 1982 roku doprowadziło w ciągu kilku dni do ujawnienia w jego banku niedoboru w wysokości 1,3 miliarda dolarów. Po dwuletnich targach Bank Watykański zwrócił 250 milionów dolarów wierzycielom Banco Ambrosiano. Karol Wojtyła stale igno­rował swych doradców, nie wykazując najmniejszego zamiaru pozbycia się człowieka, który dwukrotnie ściągnął papieski bank na samo dno, a co więcej, awansował go na arcybiskupa. Marcinkusa w końcu zmuszono do ustąpienia w grudniu 1989 roku. Jego odejście nie doprowadziło do reformy banku. W roku 1993 papieski bank znowu był zamieszany w niesłychane przestępstwo, które nazwano „matką wszystkich łapówek”. Tym razem Bank Watykański wyprał 100 milionów dolarów, przy czym znaczną część tych pieniędzy wykorzystano do skorumpowania polityków praktycznie wszystkich partii we Włoszech oraz wielu czołowych włoskich obywateli. Ostatecznie 126 osób uznano za winnych różnego rodzaju przestępstw. Chociaż wina watykańskich prałatów była niewątpliwa, żaden z nich nie zasiadł na ławie oskarżonych. Można się zastanawiać, czy ci, którzy wychwalają „heroiczną świętość” papieża, kiedykolwiek pomyśleli o powyższych przykładach papieskiej chciwości. Jednak ochrona skorumpowanych wysokich funkcjonariuszy Banku Watykańskiego przed postępowaniem sądowym blednie, kiedy się weźmie pod uwagę reakcję Wojtyły na wykorzystywanie seksualne przez duchownych. Stojąc twarzą w twarz z mocnymi dowodami przeciwko ludziom, których wysoko cenił, takimi jak kardynał Hans Groer z Austrii czy założyciel Legionów Chrystusa ksiądz Marcel Maciel, papież nie uczynił nic. Postępowanie papieża w tej sprawie przedstawione w tej książce ukazuje człowieka nienadającego się na księdza, a tym bardziej na świętego. Ogół społeczeństwa w Polsce jest w znacznym stopniu pozbawiony możliwości dotarcia do prawdy o zmarłym papieżu. Książka ta ujawnia wiele faktów, które Watykan wolałby ukryć. W tym sensie zmarły papież i ja całkowicie się zgadzamy. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Kościół katolicki nieustannie wykazywał niemałą determinację, aby zyskać sponsorów. W styczniu 1999 roku w Meksyku przesłanie nie było już fragmentem ewangelii, było poszukiwaniem sponsora. Na wiele tygodni przed pięciodniową wizytą papieża plakaty i billboardy przekazywały wyraźny komunikat, że Ojciec Święty podjął wyzwanie Pepsi‑Coli: odrzucając slogan „to jest to”, okazał się entuzjastą nowego pokolenia. „Pepsi zawsze wierna” głosił ogromny napis obok wielkich fotografii papieża. Aby pomóc pokryć koszty jego czwartej podróży do Meksyku, Kościół zawarł mnóstwo umów ze sponsorami; wszystkie one były związane z wizerunkiem papieża. Papież pomagał sprzedawać wszystko, od napojów bezalkoholowych do komputerów i chipsów. Mercedes‑Benz dostarczył dwa papamobile, Hewlett‑Packard komputery, a Electropura prawie dwa miliony litrów napojów. Dwadzieścia pięć przedsiębiorstw sponsorujących pięciodniową wizytę w charakterze „oficjalnych współpracowników” pokrywało siedemdziesiąt pięć procent kosztów wizyty. Papieża, podobnie jak San Pedro Regalado, można było znaleźć w kilku miejscach naraz. Był na butelce, którą trzymałeś w dłoni, na paczce chipsów, na znaczku, który przylepiałeś do wysyłanej do domu kartki pocztowej. Miejscowi kawalarze mieli używanie. Jeden z nich nazwał napój „Popesicola”, inny pytał publicznie, czy wyczerpujący program wizyty papieża pozostawia mu w ogóle czas na modlitwę, a rzecznik Kościoła, zdając sobie sprawę, że hiszpańskie słowo oznaczające zarówno papieża jak i chips brzmi „papa”, czuł się w obowiązku z całą powagą zapewnić ponad osiemdziesiąt milionów meksykańskich katolików, że Ojciec Święty „nie będzie odprawiał mszy, przebrany za chips”. Pomimo tego zapewnienia wielu żarliwych meksykańskich katolików było bardzo niezadowolonych z tak skrajnej komercjalizacji i zlekceważyło całą sprawę jako wizytę sponsorowaną. Pewien aktywista polityczny, który w ciągu wielu lat wielokrotnie zawzięcie atakował meksykański rząd za stosowanie tortur, porwań i przemocy do represjonowania coraz bardziej zdesperowanych ludzi, zauważył: „Rzymianie są zawsze tacy sami. Kiedy nie ma chleba, fundują nam cyrk”. Wśród osób towarzyszących papieżowi i dziennikarzy, obrońcy papieskich podróży często rozwodzą się na temat konkretnych sytuacji. Przypominają Ukrainkę samotnie klęczącą w błocie, znajdującą pociechę w wizycie papieża w jej ojczyźnie; polskiego robotnika, który prosi swego przyjaciela przerywającego przemówienie papieża, aby „był cicho, kiedy mówi do mnie papież”. Pamiętają kobietę umierającą na AIDS w indyjskich slumsach, która znajdowała pociechę we wspomnieniu chwili, gdy papież ją trzymał, albo bezrobotnego, który szedł przez całą noc, aby posłuchać papieża podczas jego wizyty w Zjednoczonym Królestwie. Ci ludzie i niezliczeni inni bezsprzecznie czerpali siłę i pociechę z takich chwil. Inne osoby z papieskiej świty oraz ludzie z Watykanu byli zdegustowani objawami triumfalizmu i płytkości, które przenikały podróże papieża. Watykan, który przez stulecia mówił ludziom o bólu i wiecznym potępieniu i o tym, w jaki sposób powinni prowadzić życie seksualne, teraz żąda, aby wykorzystywanie seksualne ciągnące się przez trzydzieści lat zostało wybaczone i zapomniane. Papież Jan Paweł II, kardynał Ratzinger i liczni podobnie myślący książęta Kościoła głoszą publicznie, że to sprawcy są ofiarami. Zacytujmy kardynała Ratzingera: „To znajduje odzwierciedlenie w naszym wysoce rozerotyzowanym społeczeństwie. Księża także znajdują się pod wpływem ogólnej sytuacji. Mogą być szczególnie bezbronni czy podatni, chociaż odsetek przypadków wykorzystywania nie jest wyższy niż w innych zawodach. Naturalnie można by oczekiwać, że będzie niższy”… Dla kardynała Norberta Carrery z Meksyku czarnymi charakterami tej historii nie są duchowni, ale New York Times, Boston Globe, Washington Post i wiele innych mediów, które starały się dotrzeć do prawdy o kardynale Lawie z Bostonu, co przypomina Carrerze „to, co się wydarzyło w ubiegłym wieku: prześladowania w Meksyku, w Hiszpanii, w nazistowskich Niemczech i w krajach komunistycznych”. Prałaci w wielu krajach wyrażają podobne opinie. Ci, którzy demaskują sprawców wykorzystywania seksualnego, są otwarcie oskarżani jako „wrogowie Kościoła”. W sposób oczywisty stosowane przez Kościół katolicki pojęcie zero tolerancji ma się stosować do jego krytyków, zapewniając maksimum tolerancji i zrozumienia przestępcom w jego własnych szeregach. Niepowodzenie nie tylko papieża Jana Pawła II i jego następcy, lecz także praktycznie całej katolickiej hierarchii, jeśli chodzi o stawienie czoła problemowi wykorzystywania seksualnego w szeregach duchowieństwa, oznacza, że Kościół katolicki zrzeka się wszelkich historycznych praw, których się poprzednio domagał, aby rozmawiać z laikatem o kwestiach wiary i moralności. Wykorzystywanie dziecka, przemoc wobec niewinnego są dla ogromnej większości czynem, który przechodzi wszelkie wyobrażenia. Dla członka duchowieństwa czy zakonu wykorzystywanie dziecka, dorastającego chłopca czy dziewczyny albo dorosłego to największe z możliwych nadużycie zaufania. Szkoda może w końcu ulec sublimacji, ale jest trwała. Wykorzystywanie seksualne przez duchownych to totalny atak na ciało, umysł i duszę ofiary. Łączy w sobie fizyczny ból, psychiczne cierpienie oraz emocjonalny i duchowy gwałt. Obecnie wielu ludzi na całym świecie nie pozwala dzieciom bez opieki przestąpić progu kościoła katolickiego. Kościół katolicki w Anglii i Walii oraz w innych krajach czuje się zobowiązany do zakazywania kapłanom przebywania z dzieckiem sam na sam. Zmarły papież Jan Paweł II i jego doradcy kazali księżom na całym świecie unikać uwikłania w „ryzykowne sytuacje z płcią przeciwną” oraz „kierować się rozwagą”, mając do czynienia z parafiankami ze względu na „seksualne pokusy”. Wielu księży winnych wykorzystywania seksualnego jest leczonych zastrzykami Depo‑Provera, leku często przepisywanego jako środek antykoncepcyjny dla kobiet. 592 str, oprawa miękka ze skrzydełkami, cena det. 44,90 zł, przekład: Stefan Baranowski, ISBN:978-83-61516-78-1